wczoraj odbył się pokaz
filmu w Buffalo. Alicji tam nie było, ale nie o to chodzi. Przyglądając się zmaganiom twórców filmu, którzy zrobili go startując z bardzo małą kasą, po raz kolejny powinniśmy sobie uświadomić jak trudno jest zaistnieć filmowcom w Stanach - zacytujemy fragment artykułu, więcej znajdziecie pod linkiem -

Liczba filmów, która ginie zaraz po festiwalach jest ogromna. Liczba
filmów, które w ogóle nie mają szansy się na nie dostać jest jeszcze
większa. Filmów, którym nigdy nie było dane zaprezentować się przed
własną publicznością. Cały budżet jaki macie inwestujecie w kolejne
opłaty za obejrzenie waszego filmu na kolejnych festiwalach. Mija rok.
Wydaliście parę tysięcy złotych, być może dostaliście jakąś nagrodę,
albo byliście pokazani w paru miejscach na świecie. A być może nic
takiego się nie wydarzyło, wasz film przeszedł zupełnie bez echa a
pieniądze zostały wydane na coś co nie przyniosło żadnego
dystrybucyjno-promocyjnego rezultatu. Innymi słowy kilkuletnia praca
twórcza nie zakończyła się sukcesem, poza oczywiście sukcesem zrobienia
samego filmu. A jest to nie lada osiągnięcie. Tylko filmowcy wiedzą o
tym, jak wielką inwestycją czasowo-finansową jest robienie filmów i jak
bardzo można czuć się zawiedzionym jak filmowi się nie powiedzie.
